Karpacz - Moje wczasy w Karpaczu!

Gdy tylko zobaczyliśmy znak
Karpacz to ja i Ania odetchnęliśmy z ulgą. Jestem co prawda niezłym kierowcą, ale ośnieżone górskie drogi, a szczególnie te szalone serpentyny, to nie lada wyzwanie. Dzień był cudny. Gdy się tylko rozwidniło to Ania z dzieciakami podziwiali krajobrazy, ja tylko kątem oka, bo byłem skoncentrowany na drodze. O dziesiątej jeszcze koło 18 stopni było, śnieg miło skrzypiał pod butami, mróz szczypał w policzki, a słońce skrzyło się milionami refleksów po tych górach, lasach i wesoło odbijało się od sopli wiszących u pował góralskich pensjonatów. Nasz okazał się naprawdę luksusowy. Pokój super, taras widokowy na Śnieżkę, basen, sauna i inne tam bajery. O kuchni nawet nie wspomnę, bo zamiast po tym aktywnym wypoczynku zrzucić parę kilo, to jeszcze przybrałem. Ania nie chce się przyznać, ale sam widzę, że ten pobyt też jej służył. Co do Karpacza - istna rewelacja. Mnie i Ani najbardziej spodobała się architektura Świątyni Wang, dzieciaki były urzeczone schroniskiem na Śnieżce, które przypomina swoją budową trzy nałożone na siebie spodki. Tak, tak mój drogi zdobyliśmy Śnieżkę. Po Karpaczu i okolicach oprowadzał nas tutejszy przewodnik. Miasto naprawdę urokliwe, ciekawa architektura i tylko szkoda, że po tych szlakach za dużo nie pochodziliśmy, bo zaśnieżone i akurat zagrożenie lawinowe ogłosili. Ale co tam, na nartach pojeździliśmy, dotleniliśmy się i aż szkoda było wracać. Nie jedź w żaden Tyrol, Karpacz to klasa. Naprawdę.
Ciekawe artykuły: